niedziela, 28 kwietnia 2013

Sprawozdanie :D

Znalazłam chwilkę aby co nieco napisać :-) W ramach małej retrospekcji chciałam powiedzieć, że w czwartek były zajęcia z jogi, wcześniej ogarnęłam swój zmodyfikowany trening inspirowany Ewką i miałam one rest day ze squatem, ale skorzystał na tym mój pies, bo miała długiiii ok. 8km spacer :-) W piątek z kolei razem z psem pojechałyśmy do parku wolności i tempem iście "emeryckim" przebiegłam (przetruchtałam) cały park dookoła, ok. 4km. Pies siedząc w aucie ziajał i dziwnym okiem patrzył, kiedy od razu po bieganiu "odrobiłam" swoje squatowe zadanie. Szybka powrót do domu, póki ciało rozgrzane i hej z treningiem. Wieczorem trzeba było lekko odreagować, w końcu nie samym fitnessem człowiek żyje. Wybraliśmy się do Opola do teatru, na spektakl pt."Mayday 2". Moje wrażenia niekoniecznie były entuzjastyczne po obejrzeniu tej "sztuki". Sam scenariusz był sitcomowy, postaci mało wyraziste, oprócz ojca lokatora głównego bohatera ;) Jednak jestem przyzwyczajona do innego teatru, do teatru, który zostawia widzowi miejsce do własnej interpretacji, nie traktuje widza jak głupka, któremu wszystko trzeba opowiedzieć, tylko traktuje go jako inteligentnego odbiorce. Cóż kolejnym razem bardziej restrykcyjnie dobierzemy repertuar. Jednak, muszę stwierdzić, że i tak lepiej było wyjść do teatru nawet na ten spektakl, niż siedzieć w domu i podobne rzeczy oglądać na szklanym ekranie. Miło jest, mimo wszystko, przeżywać sztukę na żywo. Mój mąż zdecydowanie podzielił moje zdanie.
Sobota... sobota stoi pod znakiem porannej jogi, trochę miałam wrażenie, że nie jestem w stanie dogadać się z częścią grupy, musiałam im wyjaśnić co tak naprawdę chcemy osiągnąć poprzez coraz mocniejszą i bardziej szczegółową pracę nad danymi pozycjami, że nie chodzi tylko o budowanie ciała fizycznego ale przede wszystkim energetycznego. Wytłumaczyć, że dzięki harmonizacji poszczególnych czakr poprzez konkretne pozycje jogi, wykonane prawidłowo i z dużym zaangażowaniem własnym (czasami trzeba przełamać myślenie nie chcę i nie mogę już, gdyż sami budujemy mur wokół własnych możliwości) jesteśmy w stanie również w piękny sposób zharmonizować swoje ciało fizyczne, i na odwrót.

Popołudniu wybraliśmy się z mężem i psem na dłuższy spacer po parku, gdzie co chwilę ktoś biegnąc nas mijał. Powiem szczerze, że ogarniała mnie swojego rodzaju zazdrość i lekki żal, że jeszcze przez jakiś czas muszę odpuścić swoje ulubione zajęcie jakim było wyjście na dłuższe wybieganie, 10-15 km póki co nie jest w moim zasięgu... Za tydzień zaczynam już ostatni trymestr ciąży i coraz wyraźniej widać zmiany, które zachodzą w moim ciele. Najtrudniej jest mi zaakceptować fakt, że nie mam większego wpływu na to co dzieje się z moim ciałem, gdzie gromadzi się tłuszcz, czy zrobią się rozstępy... Jedyne co zostaje to dbać o dietę (i to staram się robić), nawilżać skórę, być aktywną i pozytywnie nastawioną, i liczyć na to, że natura wie co robi. Pewnie jak większość kobiet, które zaszły w ciążę, martwię się jak to będzie po, jak będzie wyglądało moje ciało, jak szybko wrócę do formy i figury sprzed ciąży (jeśli wrócę). Cieszę się, że zawsze byłam uzależniona od aktywności i nawet jak padałam na twarz, to na wysiłek czysto fizyczny mam zawsze zapas energii i to dzięki aktywności czuję się zrelaksowana i wypoczęta. Pomaga też świadomość, że mój Kochany deklaruje, że będzie pomagał i będzie zostawał z Małą jak tylko będę chciała mieć czas dla siebie i na trening oraz bieganie. :-)

Jejju ale się rozpisałam, ale tak to jest jak od rana leżę w łóżku, Mąż zrobił pyszne śniadanie przyniesione do łóżka. Ale trzeba się ruszyć, zrobić coś dla siebie, np. chwilę poćwiczyć ;) później siostra w odwiedziny przyjeżdża i jeszcze trzeba do teściów na niedzielny obiad się wybrać, znaczy grubsza impreza ;) obiad imieninowy :D Achhh te niedziele... Ale sama dla siebie mam przyjemność wiadomość, że mój długi weekend w pracy trwa od poniedziałku do poniedziałku!! Możecie szczerze zazdrościć!
Dużo uśmiechu i radości na ten dzień Wam życzę!!

środa, 24 kwietnia 2013

powolutku do celu :-)

Kolejny piękny dzień za nami! I co zrobiliście coś dla siebie i innych? (kolejność właściwa, najpierw dla siebie, później dla innych) :-)
U mnie trzeci dzień squatu i póki co lajcik ;-) zobaczymy pod koniec. Pięć 6-minutowych treningów inspirowanych Ewą z własnymi modyfikacjami i oczywiście kilkuminutową rozgrzewką przed. Mała istotka zawsze w trakcie ćwiczeń siedzi grzecznie i cichutko, jak tylko skończę od razu zaczyna się kopanie i walenie! Ciekawe czy można takiego maluszka w brzuszku "uzależnić"od ruchu i wysiłku fizycznego? Od maleńkości wyrobić zdrową miłość do aktywności (nie ograniczając się tylko do sfery fizycznej)? Cudne jest to, że w trakcie wykonywania różnych ćwiczeń nie czuję żadnego dyskomfortu ani bólu w brzuchu :-) Ciężko byłoby mi wyobrazić sobie niemożność poruszania się, ze względu na ciążę, która jest zagrożona... Szczerzę współczuję Paniom, które na każdym kroku muszą walczyć o utrzymanie stanu, w którym się znalazły i istnienia, które noszą pod sercem! Jestem wdzięczna, że takie sytuacje nie dotknęły mnie i w pełni mogę cieszyć się okresem oczekiwania bez specjalnych obostrzeń (no poza zdrowym rozsądkiem).
Dieta aktywnej ciężarówki dzisiaj wyglądała następująco:
-duże i sycące śniadanie tj. 1,5 razowej bułki ze słonecznikiem, z pysznymi różnościami, m.in. szczypiorek, plaster sera żółtego, ogórek, pomidor, masło orzechowe (mniam!!), wszystko okraszone olejem rzepakowym (ach te kwasy) plus szklanka (duża) ciepłej wody
- II śniadanie (w pracy zjedzone na ławeczce w słoneczku :D) jabłko i serek wiejski 2,5% tł.
- obiad - kasza kuskus z sosem grecki i zieloną soczewicą
- kolacja - omlet z dwój wiejskich jaj z dodatkiem 1/4 czerwonej papryki i 1/2 małej, młodej cukinii, wszystko polane jogurtem greckim i posypane uprażoną dynią i słonecznikiem - pyszotka
Oczywiście między tym wszystkim ok. 2,5l płynów (w większości woda) i dużo uśmiechu i pozytywnych wibracji.
Nigdy nie potrafiłam, ba, nawet się nie starałam, liczyć kalorie, intuicyjnie sądzę, że jadłospis zapewnia mi wszystko co potrzebuje mój organizm oraz organizm małej Jaśminki :-)
P.s. obiecuję sobie, że wstanę rano i zrobię w końcu pyszną jaglankę na śniadanie! Takie moje małe jutrzejsze postanowienie.
Dobrej nocy! :-)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Czas... Start

Dzisiaj pierwszy dzień zmagań z internetowym dzienniczkiem i małym wirtualnym nadzorem nad samą sobą.
Po ciąży pomierzę się dokładnie, teraz to w ogóle nie ma sensu :-) jedyne co mogę to napisać, że ważę ok. 61kg przy wzroście 169cm (waga sprzed ciąży to 52,5kg).
Za chwilę zaczynam swój mały trening :-) w związku z ciążą jedynym zaostrzeniem i rygorem sobie narzuconym jest pilnowanie tętna, więc ostatnio trening hard z Zuzką Light poszły na chwilę w odstawkę a zamieniłam je na Ewę Chodakowską z kilkoma własnymi modyfikacjami dotyczącymi jedynie poprawności wykonywania danych ćwiczeń :-) Później przejdziemy do wyzwania Squat :-)  Dzień drugi już za mną póki co bez obciążenia ze względu na małą dziewczynkę w moim brzuszku :-)Zobaczymy jakie będą tego rezultaty po ciąży.

Wieczorem przeszłam się do fitness clubu na spinning – czyli trening interwałowy na rowerze stacjonarnym pod dyktando trenera i w rytm muzyki! Polecam gorąco! A co do diety (znaczy się sposobu odżywiania) to nadmienię tylko, że od 10 lat nie tknęłam mięsa, teraz jedynie w okresie ciąży zaczęłam w małych ilościach spożywać ryby, zagłuszając swoje sumienie… A to wszystko z braku czasu, oczywiście, na gotowanie.
Dzisiaj było: zdrowe kanapki z chleba żytniego, polane olejem rzepakowym, dużo szczypiorku i pomidorów no i masło orzechowe! Do tego szklanka kawy z dużą ilością świeżego mleka (siostra ma gospodarkę i krówki, a co za tym idzie swoje mleko!)! Drugiego śniadania nie było niestety… Ale obiad był i to jaki! Filiżanka zupy krem groszkowo-cukiniowej a na drugie brązowy ryż z sosem pomidorowym z marchewką, pietruszką, selerem i zieloną soczewicą! Po Ewie kolacja czyli omlet z warzywami polany jogurtem greckim i grubo obsypane kiełkami!! Po spinningu mała porcja czyli żytni z masłem orzechowym, białym serem i bananem. Mój brzuszny elf (Jaśminka) chyba lubi takie smaki bo od razu zaczyna się poruszać, kopać, skakać, przewracać :-)
Dobrej nocy! Sen jest niezwykle ważny! Dla mnie w szczególności :D

Początki

Mój pierwszy blog… i to o takiej tematyce i w takim momencie życia :-) W momencie, w którym każda kobieta zastanawia się co może a co nie, zasypywana jest mnóstwem sprzecznych informacji, nakazów, zakazów, przykazów, nie wspominającą o złotych radach… cóż… tak wygląda z jednej strony ciąża. Każda chciałaby nie rezygnować z siebie i swoich pasji, zainteresowań, szczególnie jest to trudne gdy hobby ściśle wiąże się ze sportem i jest swoistym uzależnieniem :-) a także sposobem na życie i pracą.

Założyłam ten blog z potrzeby „dokumentacji” przebiegu tego cudnego okresu w życiu i po nim bez przymusu rezygnacji z samej siebie. Chcę pokazać, że można, że slogan „ciąża to nie choroba” w moim przypadku przestaje być tylko pustym określeniem, ale wypełnia się treścią i konkretnymi działaniami.
Będzie trochę o moich fitnessowych poczynaniach w ciąży i po niej, o diecie bezmięsnej, miłości do jogi i biegania.

Jeśli kogoś zainteresuje treść bloga będzie mi niezmiernie miło.
Dodam, że mam 26 lat, w dniu w którym to piszę jestem w 26 tygodniu ciąży, nie skończyłam, ba, nawet nie zaczęłam, AWFu, sport od zawsze był pasją, która aktualnie doprowadziła do tego, że jestem instruktorką jogi w klubie fitness. W takim razie do dzieła!! :-)